Bardzo dziwna sytuacja miała miejsce w przypadku Kamila Stocha w czasie konkursu na dużej skoczni na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Falun. W pewnym momencie, kilka minut po skoku Polaka, komputer odjął mu punkty i nasz zawodnik spadł o kilka pozycji. W tej sprawie zainterweniował nawet polski sztab.
- Po pierwszej serii złożyliśmy wniosek o sprawdzenie tej sytuacji - mówił Łukasz Kruczek, trener kadry
polskich skoczków.
Okazało się, że kiedy Stoch usiadł na belce, pojawiły się problemy z systemem. W pewnym momencie
nawet pojawiła się wartość zero przy przelicznikach wiatru, co byłoby bardzo korzystne dla Polaka.
Ostatecznie jednak odjęto mu 2,8 pkt. w stosunku do tego, co zobaczyliśmy na ekranach zaraz po jego skoku.
Ostatecznie jednak odjęto mu 2,8 pkt. w stosunku do tego, co zobaczyliśmy na ekranach zaraz po jego skoku.
- Kiedy przyszliśmy do szatni po pierwszej serii okazało się, że Kamil spadł kilka pozycji i ma mniej punktów
na koncie niż miał pierwotnie - mówił Kruczek.
- Zbiegłem na dół i poprosiłem o sprawdzenie tego. Okazało się, że ostateczna nota jest właściwa - dodał.
Interesujące jest to, że z dołu skoczni wyglądało to tak przy skoku Stocha, jakby wiatr był w plecy.
Przynajmniej takie były wskazania wstążek.
Przynajmniej takie były wskazania wstążek.
- Był, ale nie na całej długości skoczni. Na samym dole skoczni było cały czas pod narty. Tam jednak trzeba
było dolecieć, a tymczasem rozstrzygało 30-40 metrów za progiem. Nie wpływało to jednak aż tak bardzo
na wyniki - zakończył.
Trzeba przyznać, że takie awarie jak ta na mistrzostwach świata są dość dziwne, a - co najgorsze - zdarzają
się w konkursach skoków coraz częściej.
olka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz