Strony

niedziela, 8 marca 2015

Czwarte miejsce Polaków !

Zespół Norwegii zwyciężył w konkursie drużynowym w Lahti, potwierdzając, że tytuł mistrzów świata nie był przypadkiem. Podium uzupełnili Niemcy i Japończycy, Polacy zakończyli zawody na czwartym miejscu.


Po odwołaniu serii próbnej konkurs udało się rozpocząć przy całkiem dobrych warunkach.

Jako pierwszy za czerwoną linię poleciał reprezentant gospodarzy, Jarkko Määttä. Występ młodego Fina - 120 metrów w niezłym stylu. Ekipa Janiego Klingi nie cieszyła się jednak długo z prowadzenia - po chwili jeszcze dalej lądował Piotr Żyła. 124 metry, mimo kiepskich not za styl, dało nam pierwsze miejsce z niemal siedmiopunktową przewagą.

Po próbie Żyły nastąpiła kilkuminutowa przerwa.
Pokonali nas za to Norwegowie w osobie Andersa Bardala - 127,5 m (wiatr w plecy 0,14 m/s) dało im 0,2 punktu przewagi nad Polakami. Kończący kolejkę Richard Freitag uzyskał 123,5 metra - po dodaniu 7,1 punktu za wiatr (0,69 m/s) wystarczyło na trzecie miejsce - 0,3 punktu za Polakami.

Lepiej spisywali się Dienis Korniłow (115,5 m), Harri Olli (110,5 m) i Klemens Murańka (118 m), którzy kolejno wyprowadzali swoje zespoły na prowadzenie. Trzeba dodać, że Polak startował w niekorzystnych warunkach - miał tylny wiatr o prędkości 0,87 m/s.

Nie wyprzedzili nas Czesi (Jakub Janda - 113 m), Japończycy (Taku Takeuchi - 112,5 m), Słoweńcy (Jurij Tepes - 115 m), Austriacy (Manuel Poppinger - 92 m) i Norwegowie (Anders Jacobsen - 119 m w słabym stylu i przy korzystnym wietrze). Za nami znaleźli się również Niemcy (121 metrów Marinusa Krausa, jednak przy wietrze pod narty - 0,14 m/s). Po dwóch kolejkach byliśmy więc na czele!

W trzeciej grupie nie brakowało zawodników o "mocnych" nazwiskach, z których większość wygrywała już zawody Pucharu Świata. Nie zachwycił Dimitrij Wasiliew (109,5 m), fatalnie spisał się Janne Ahonen (błąd przy wyjściu z progu, ogromne problemy w locie i lądowanie zaledwie na 81 metrze...), lepiej - Jan Ziobro (115,5 metra).

Dobre skoki oddali Daiki Ito (122 m), Michael Hayboeck (118 m), Anders Fannemel (121,5 m) i kończący grupę Markus Eisenbichler (121 m) - Norwegowie i Niemcy wyprzedzili nasz zespół, a Japończycy tracili do nas tylko kilka punktów.

Ostatnia kolejka pierwszej serii miała rozstrzygnąć, które ekipy wystartują w finale, a które nie. Wśród tych, którzy mogli już ruszać do hotelu, byli Amerykanie (William Rhoads - 95 m), Koreańczycy (Seou Choi - 107,5 m), Francuzi (Vincent Descombes Sevoie - 109 m) i Finowie (Lauri Asikainen - 116,5 m).

Do drugiej serii mógł za to przygotowywać się Kamil Stoch, który w dobrym stylu poleciał na odległość 124 metrów. Jeszcze lepiej spisał się Noriaki Kasai - 125,5 metra w trudnych warunkach (0,61 m/s w plecy) i wysokie noty za styl pozwoliły Japończykowi jeszcze bardziej przybliżyć swoją drużynę do Polaków.

Dobrze spisał się także Peter Prevc (124 m), a wyśmienicie - Stefan Kraft (aż 131 metrów w świetnym stylu). Tym samym Austriacy wyprzedzili Słoweńców o 0,1 punktu. Nie zachwycił za to mistrz świata Rune Velta (119,5 m), ale Norwegia i tak objęła prowadzenie. Nie na długo - kończący pierwszą serię Severin Freund uzyskał 127,5 metra, a Niemcy - mimo niskich ocen skoku mistrza świata (kiepskie lądowanie) - wyprzedzili Norwegów o 2,1 punktu.

W drugiej serii długość rozbiegu nie zmieniła się - skoczkowie nadal startowali z trzynastej belki. Świetny rezultat uzyskał Piotr Żyła - 128 metrów w bardzo niekorzystnych warunkach (według średniego pomiaru 1,17 m/s w plecy) sprawiło, że humoru wiślanina nie zepsuły niskie noty za paskudne lądowanie.

Wśród naszych najbliższych rywali słabo spisał się Shohei Tochimoto (110,5 m), dobrze - Gregor Schlierenzauer i Richard Freitag (po 124 m), a wyśmienicie - Anders Bardal (129,5 m). Norwegowie ponownie objęli prowadzenie, natomiast my zmniejszyliśmy stratę do nich, a dodatkowo wyprzedziliśmy Niemców i znacznie powiększyliśmy przewagę nad Japończykami.

Zadowolony ze swojego skoku mógł być reprezentujący Polskę w drugiej grupie Klemens Murańka. Tym razem zakopiańczyk poleciał dużo dalej niż w pierwszej rundzie - 123,5 metra w niezłym stylu było potwierdzeniem jego stabilnej i wysokiej formy.

Taką samą odległość uzyskał Taku Takeuchi, ale Japończyk startował w trudniejszych warunkach (1,06 m/s w plecy). Strata reprezentantów Kraju Kwitnącej Wiśni nadal była jednak spora. Niewiele mniej punktów do Japończyków tracili z kolei Austriacy, wśród których tym razem dużo lepiej spisał się Manuel Poppinger (119 m). Na pochwałę zasługuje także występ Jurija Tepesa (123 m).

Tymczasem kolejny z Norwegów udowodnił, że tytuł mistrzów świata nie był przypadkowy - Anders Jacobsen skokiem na odległość 124,5 metra powiększył przewagę nad Polakami do 9,2 punktu. My z kolei wyprzedzaliśmy Niemców o dokładnie trzy punkty (120,5 metra Marinusa Krausa).

Swoim skokiem w drugiej serii nie zachwycił Jan Ziobro - 112,5 metra nie tylko zakończyło nasze marzenia o zwycięstwie, a na dodatek sprawiło, że miejsce na podium było zagrożone. Tym bardziej, że Daiki Ito poleciał na odległość 128 metrów. Po dodaniu not za styl i uwzględnieniu rekompensaty okazało się, że Japończycy wyprzedzają nas o 0,1 punktu.

Daleko lądował również Michael Hayboeck (126 m), jednak to nie zagroziło naszej lokacie - podopieczni Heinza Kuttina nadal tracili do nas ponad osiemnaście punktów.

Tymczasem ekipa Alexandra Stoeckla nadal robiła swoje - świetną odległość (127,5 metra) uzyskał Anders Fannemel. Norweg co prawda lądował w słabym stylu, co nie pozostało bez wpływu na noty, ale przewaga jeszcze się powiększyła.

Ostatni w tej grupie Markus Eisenbichler uzyskał niezłą odległość (122,5 m), jednak lądowanie pozostawiało wiele do życzenia - Niemiec podparł się, a efektem niskich not za styl była tylko kilkupunktowa przewaga nad Japończykami i Polakami.

W przypadku ostatniej grupy zmieniła się długość rozbiegu (dwunasta belka) i - tradycyjnie - kolejność startu (odwrotnie do miejsc zajmowanych po siedmiu skokach). O ile skoki Michaiła Maksimoczkina (113,5 m) i Romana Koudelki (119 m) nie mogły nic zmienić, natomiast bardzo zadowolony ze swojej próby mógł być Peter Prevc. 129,5 metra osiągnięte przez Słoweńca co prawda nic nie dały jego zespołowi, ale dobry wynik bez wątpienia zwiększył jego pewność siebie.

Swoimi skokami nie zachwycili za to Stefan Kraft (120,5 m) i Kamil Stoch (119 m). Co prawda obaj wyprowadzali swoje drużyny na prowadzenie, ale na podium to nie wystarczyło - lokatę w czołowej trójce zapewnił Japonii Noriaki Kasai (126 metrów w bardzo dobrym stylu).

Z podium mogli się cieszyć również Niemcy (125 metrów Severina Freunda) i - rzecz jasna - Norwegowie. Kończący konkurs Rune Velta uzyskał 123 metry, co w zupełności wystarczyło, by zwyciężyć z wysoką przewagą.
Olka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz